strona 1 z 3 <   1 23  >

EASY RIDER

Krzysztof Daukszewicz

A kiedy nic już nie miałem w mieście do roboty
Bo na większość poetów skończył się tu popyt
Wsiadłem w auto i rzekłem : pora mi uciekać
Do tej Polski gdzie jeszcze kocha się człowieka
Tam gdzie rowy przydrożne ubarwione mleczem
Zapraszają wędrowca: wstąpcie do miasteczek

Easy Rider Przeszło mi przez głowę
Easy Rider Głupiec - jednym słowem
Lecz ciągnęły mnie panny Ciepłe jak poranek
Kiedy mleko skwaszone Wnoszą mi na ganek
Easy Rider Easy Rider

W miasteczku pierwszym zamknięty był jedyny hotel
Bo personel miał wolne właśnie w tę sobotę
A w prywatnym mieszkaniu drzwi otworzył blondyn
I zapytał mnie z miejsca: - Jakie masz poglądy?
- Sprawiedliwość i prawda to jest dla mnie wszystko
Wtedy padła odpowiedź: -Zjeżdżaj aktywisto

Easy Rider Przeszło mi przez głowę
Easy Rider Głupiec jednym słowem
Lecz ciągnęły mnie dalej Wierzby malowane
I te nasze dziewczyny Ładne jak z pisanek
Easy Rider Easy Rider

W następnym domku z ogródkiem miejski prokurator
Różom kolce przycinał równo ciął sekator
Przywitałem się grzecznie prosząc o mieszkanie
On zapytał mnie z miejsca: - Jakie ma pan zdanie?
- Sprawiedliwość i prawda to jest dla mnie wszystko
Wtedy padła odpowiedź: - Odejdź ekstremisto

Easy Rider Przeszło mi przez głowę
Easy Rider Głupiec jednym słowem
Lecz ciągnęło mnie jeszcze Do gościnnych wiosek
Gdzie częstują każdego Miodem i bigosem
Easy Rider Easy Rider

Solidny dom z pruskiej cegły siatką ogrodzony
I na bramie tabliczka: Obcym wstęp wzbroniony
I na ganku gospodarz czerstwy jak bochenek
Wziął przywitał pytaniem: co najbardziej cenię?
- Sprawiedliwość i prawda to jest dla mnie wszystko
- Burek bierz miastowego będzie widowisko

Easy Rider Przeszło mi przez głowę
Easy Rider Głupiec jednym słowem
Lecz ciągnęło mnie jeszcze W strony te dalekie
Gdzie tak swojsko nam pachnie Sianem i człowiekiem
Easy Rider Easy Rider

A kiedy minął już miesiąc w mej samotnej drodze
Gdzieś na szlaku zatrzymał pojazd mój wędrowiec
- Sprawiedliwość i prawda - rzekłem do rodaka
I był pierwszym co spytał: Dobrze - ale jaka?
I podzielił się ze mną chlebem i kłopotem
To był też Easy Rider tylko na piechotę

Easy Rider!

ECH CYGANKO, PIĘKNE OCZY MASZ

Chrola & Szurpik

Przy ognisku stary cygan gra,
Dźwięk gitary płynie w siną dal.
Żar ogniska jest jak serce me,
Co cygańskie pieśni nucić chce.

Ech cyganko, piękne oczy masz,
Ech cyganko, komu ty je dasz?
Komu sprzyja dzisiaj dobry los?
Komu oddasz uczuć moc?

Ech cyganko, piękne oczy masz,
Ech cyganko, komu ty je dasz?
Komu sprzyja dzisiaj dobry los?
Komu oddasz uczuć moc?

Noc ta może ciągle dłuży się,
Ja wciąż patrzę w czarne oczy twe.
Dźwięk gitary gra do tańca nam,
Jesteś najpiękniejszą z wszystkich dam.

Ech cyganko, piękne oczy masz,
Ech cyganko, komu ty je dasz?
Komu sprzyja dzisiaj dobry los?
Komu oddasz uczuć moc?

Ech cyganko, piękne oczy masz,
Ech cyganko, komu ty je dasz?
Komu sprzyja dzisiaj dobry los?
Komu oddasz uczuć moc?

Z taborami świtu nadszedł czas,
Słońce już powoli daje blask.
Serca nasze już złączone są,
Teraz wiem, na zawsze będziesz mą.

Ech cyganko, piękne oczy masz,
Ech cyganko, komu ty je dasz?
Komu sprzyja dzisiaj dobry los?
Komu oddasz uczuć moc?

Ech cyganko, piękne oczy masz,
Ech cyganko, komu ty je dasz?
Komu sprzyja dzisiaj dobry los?
Komu oddasz uczuć moc?

ECH JESIENI

Piotr Frankowicz

Czas zamazał twarze starych znajomości,
mimo wszystko ich zawsze witam
jak najmilszych gości.
Krzyk spłoszonych ptaków i zachody słońca,
blaski ognia na twarzach,
gawędy bez końca.

Ech, jesieni, jesieni,
strugi deszczu płyną.
Błękit w granat się przemienia,
nagie krzewy tańczą przed idącą zimą,
na płaczącej szybie czytam letnie wspomnienia.

Urok letniej burzy, zapach wrzosów w lesie,
góry, rozpalone równiny,
echo co głos niesie,
iskry gwiazd na niebie, co noc migające,
wszystko widzę w zwierciadle okna
z jesienią tańczące.

Ech, jesieni...

ECH MUZYKA, MUZYKA, MUZYKA

O dajcie mi te małe skrzypce, może na skrzypcach wygram
Wiatr i pochyłą ulicę i noc, co taka niezwykła.

Ech, muzyka, muzyka, muzyka, spod smyka zielony kurz
Lecą gwiazdy zielone spod smyka, damy karo, bukiety róż.

Uwzględnijcie mizerne granie, a nie bijcie, gdy wezmę źle
Jaki ton na strunie baraniej - na g, d, a, czy e.

Ech, muzyka, muzyka, muzyka, spod smyka zielony kurz
Lecą gwiazdy zielone spod smyka, damy karo, bukiety róż.

Prowadź muzyko za smykiem drzewa w niemej podzięce,
Oczami za smykiem suną zgrabiałe, duże ręce.

Ech, muzyka, muzyka, muzyka, spod smyka zielony kurz
Lecą gwiazdy zielone spod smyka, damy karo, bukiety róż.

Na moście stoję, przez liście światło na smyk się sypie.
Słuchajcie, to dziecko nuci w czarodziejskim pudełku skrzypiec.

Ech, muzyka, muzyka, muzyka, spod smyka zielony kurz
Lecą gwiazdy zielone spod smyka, damy karo, bukiety róż.

ECH TY WYSOKA NOCY TATRZAŃSKA (ZOSTAŃ KSIĘŻYCU)

Ech, ty wysoka nocy tatrzańska,
Zostań, nie odchodź jeszcze, pobądź,
Lisia czapę przekrzywiwszy z pańska,
Idzie księżyc, bierze cię ze sobą.

Zostań, księżycu, zostań,
Pozłoć się jeszcze, pozłoć,
Trudne jest każde z rozstań,
Licho ten świt przyniosło.

Księżyc szedł w lisiej czapie jak dziedzic,
Białe go świerki zaklinały
Na zimowy sen obu niedźwiedzic,
I na wozy, wielki i mały.

Zostań...

Świerki czekają, roziskrzone, białe,
Aż niebo rudym blaskiem pęknie.
Świt nadchodzi, czemu się balem
Ze o świcie może być mniej pięknie.

Zostań...

ECH ŻYCIE, ŻYCIE

Mister Dex

Byłem ja, i byłaś ty,
Takie wielkie słowo My,
Wspólne plany, wspólny dach,
I tyle planów na tysiąc lat.

Mały pokoik, i szczęścia dużo
Co rok mi kwitłaś pąsową różą
I wszystko wyglądało pięknie,
Kto by pomyślał, że to pęknie?

Ech życie, życie, co z tego masz,
Że dwoje ludzi w dwie drogi gnasz,
Miłość rozbijasz jak kruche szkło,
Potem ją rzucasz na samo dno.

Ech życie, życie, co z tego masz,
Że dwoje ludzi w dwie drogi gnasz,
Miłość rozbijasz jak kruche szkło,
Potem ją rzucasz na samo dno.

A dzisiaj ty, a dzisiaj ja,
Dwie różne drogi, i światy dwa.
Mała pamiątka, po latach wielu,
To twoje zdjęcie w moim portfelu.

A teraz, kiedy zobaczę cię,
Nie tracę głowy, nie ronię łez,
I od niechcenia pytam jak żyjesz,
Więc czemu serce tak szybko bije?

Ech życie, życie, co z tego masz,
Że dwoje ludzi w dwie drogi gnasz,
Miłość rozbijasz jak kruche szkło,
Potem ją rzucasz na samo dno.

Ech życie, życie, co z tego masz,
Że dwoje ludzi w dwie drogi gnasz,
Miłość rozbijasz jak kruche szkło,
Potem ją rzucasz na samo dno.

Ech życie, życie, co z tego masz,
Że dwoje ludzi w dwie drogi gnasz,
Miłość rozbijasz jak kruche szkło,
Potem ją rzucasz na samo dno.

Ech życie, życie, co z tego masz,
Że dwoje ludzi w dwie drogi gnasz,
Miłość rozbijasz jak kruche szkło,
Potem ją rzucasz na samo dno.

ECH, MAŁA

Maryla Rodowicz

Małolatą jesteś, tata cię kołuje,
I powera ci odbiera w zarodku,
Sprawdza notes i kieszenie kontroluje,
Żeby zgasić to, co pali się w środku.
Gdy w sobotę na imprezę
Ostrzysz sobie smak,
Tata z piwkiem sobie leżąc,
Mówi tak:

Ech, mała, nie szalej,
Masz szesnaście lat,
Za wcześnie na bale,
Na kluby przyjdzie czas.
Ty się nie baw zapałkami,
Bo cię sparzy żar,
Siedź w chałupie wieczorami,
Kiedy kusi bal.

Ech, mała, nie szalej,
Za testem goni test,
Takie życie mała, takie jest.

Gdy mężatką jesteś lat dwadzieścia parę,
A twój mąż pocztówki zbiera, albo znaczki,
Czasem przyśni ci się knajpa, czy kabaret
Z jakimś tangiem argentyńskim po kolacji.
Gdy na mały koniak z kawą
Chcesz się wyrwać vis a vis,
Mąż, którego łamie w stawach,
Znad gazety powie ci:

Ech, mała, nie szalej,
Bo masz pięćdziesiąt lat,
Już bliżej, niż dalej
Co miał, to dał ci świat.
Ty się nie baw zapałkami,
Bo cię sparzy żar,
Siedź w chałupie wieczorami,
Kiedy kusi bal.

Ech, mała, nie szalej,
Sprzątaj, gotuj, pierz,
Takie życie mała, takie jest.

Dziś w kąciku swoim siedzisz po cichutku,
I uśmieszek dobrotliwy masz na twarzy,
Nad sernikiem, konfiturą, nad robótką,
Kiedy ci się już kompletnie nic nie marzy.
Tylko, gdy zapachnie różą,
Nagle ci się wyda, że
Że pan Bozia tam na górze,
Cicho szepnął ci: ole!

Ech, mała, poszalej,
Masz osiemdziesiąt lat,
Coś zapal i nalej,
Tak mało dał ci świat.
Baw się wreszcie zapałkami,
Niech cię sparzy żar,
Nie siedź w domu wieczorami,
Kiedy kusi bal.

Ech, mała, poszalej,
Garściami bierz, co chcesz,
Takie życie mała, takie jest.

Ech, mała, poszalej,
Masz osiemdziesiąt lat,
Coś zapal i nalej,
Tak mało dał ci świat.
Baw się wreszcie zapałkami,
Niech cię sparzy żar,
Nie siedź w domu wieczorami,
Kiedy kusi bal.

Ech, mała, poszalej,
Garściami bierz, co chcesz,
Takie życie mała, takie jest.

Takie życie mała, takie jest,
Takie życie mała, takie jest.

Ech, mała, poszalej,
Garściami bierz, co chcesz,
Coś zapal i nalej...

ECH, MUZYKA

Tak bezszelestnie się rodzisz muzyko
Gdzieś w zakamarkach fotela i fajki
Z miękkich poduszek wysuwasz się cicho
I cicho szepczesz

ECHO

Kołysze wiatr złocistym łanem połyskujących w słońcu zbóż.
W daleką drogę, drogę, drogę wyruszamy,
Z wesołą pieśnią w drogę wyruszamy już.

Echo! Echo! Dziś wyruszamy już!
Echo! Echo! Dziś wyruszamy już!

A kiedy zmrok na ziemię spłynie, rozpocznie księyc nocny marsz
I znajdzie obóz, obóz, obóz nasz w gęstwinie
I całą nockę będzie trzymał srebrną straż.

Echo! Echo! roztoczy srebrną straż!

Echo! Echo! roztoczy srebrną straż!

ECHO MIŁOŚCI

Anna German

Rozsypie po niebie noc gwiazd złoty pył
i księżyc srebrzysty zagości.
Usłyszę cię, choćbyś o tysiąc był mil.
My - echo, my - echo, my - echo nieziemskiej miłości.
My - echo, my - echo, my - echo nieziemskiej miłości.

I dotknę cię, gdzie by nie rzucił mnie los,
swym sercem, bo kocham nad życie.
Miłości odwiecznej przywoła nas głos.
My - tkliwość, my - tkliwość, tkliwości lustrzane odbicie.
My - tkliwość, my - tkliwość, tkliwości lustrzane odbicie.

I nawet za granią, gdzie wieczny trwa czas
i ciemność całunem okrywa,
wiem, nigdy i nikt nie rozłączy już nas.
My - pamięć, my - pamięć, nas pamięć gwiaździsta ożywia.
My - pamięć, my - pamięć, nas pamięć gwiaździsta ożywia.

My - echo, echo, my - echo, echo, nas pamięć gwiaździsta ożywia.
My - echo, echo, my - echo, echo, nas pamięć gwiaździsta ożywia.

EDUKACJA

Studio 202

Już całkiem dobrze dzielę i mnożę
Dodaję również wcale, wcale…
Mam więc podstawy by się skupić
Usiąść i wreszcie coś wynaleźć
Mam kombinerki i laubzegę
I wykształcenie zasadnicze
Czyli podłoże mam naukowe
Bo jak wspomniałem biegle liczę.

Zaraz to trzeba będzie tutaj,
Nie wiem jak to zrobić
O dobra, trochę, trochę wystaje
Ale co tam.

To trzeba będzie trochę skrócić
Kanty wygładzi się pilnikiem
Wieczorem wpadnę na wieczorówkę
I za dwa lata będę technikiem
Tutaj przyspawam kawałek drutu
Kolce kleszczami lekko wygnę
A kiedy skończę wieczorówkę
Zacznę zaocznie zaliczać filię.

A co się będę przejmował
Jasne że na filię pójdę (hi hi)
O jeszcze kawałek
Dobra, teraz tak

Ostrożnie muszę wstawić motorek
By nie połączyć fazy z zerem
Czas w gminnej filii szybciutko leci
I już się czuję inżynierem
Mam znaczki, papier, klej ołówek
I białych kopert mam ze czterysta
A więc spróbuje korespondencyjnie
Zrobić półroczny kurs na magistra.

Też może zrobię zaraz
Tu mi trochę nie leży
Ale to jak się odczyści
To poleci jakoś tak, dobra.

Ja sam to wszystko wymyśliłem
I nie szukałem żadnych porad
To jest mój patent, mój wynalazek
O rany boskie mam już doktorat
Jeszcze założę obudowę
I cztery śrubki dopasuję
Ja nie wytrzymam, chyba się zaraz
Tutaj na miejscu habilituję.

O przepraszam bardzo
Ano już prawie gotowe
Jeszcze tylko ta obudowa mi trochę nie leży
Dobra, dobra.

Teraz to wszystko włączę do prądu
Jeśli zaskoczy z miejsca motorek
No to natychmiast, niech ja skonam
Zostanę panem profesorem
Opatentuję to w Szwajcarii
Dewizy wpadną do portfela
Teraz uwaga włączam napięcie
Coś chyba śmierdzi, o cholera.

EJ NIMOM NIC, NIMOM NIC

Baciary

Ej nie ku tobiy ide,
Zielony jaworze,
Ide ku dziywcynie,
Stoi na łoborze,
Ide ku dziywcynie,
Stoi na łoborze.

Ej nimom nic, nimom nic
I ło nic nie stojy,
Ino to co kochom,
Coby było mojy,
Ino to co kochom,
Coby było mojy.

Hej na wysokiej pyrni
Cosik sie mi cyrni,
Cy to kupa gnoja,
Cy dziewcyna moja,
Cy to kupa gnoja,
Cy dziewcyna moja.

Hej popijoj, popijoj,
Nowy torzek mijoj,
Nowy torzek minies,
Nie boj się, nie zginies,
Nowy torzek minies,
Nie boj się, nie zginies.

Hej wy moje koniusie,
Skuńcyły sie dobra,
Mnie piniąsków chybło,
A wom widno ziebra,
Mnie piniąsków chybło,
A wom widno ziebra.

Hej koniusiów juz ni mom,
Ino jedne koze,
Jesce sie chłolera
Łokocić ni moze,
Jesce sie chłolera
Łokocić ni moze.

EJ, DZIEWCZYNO

Ej, dziewczyno, ej, niebogo, Jakieś wojsko pędzi drogą,
Skryj się za ściany, skryj się za ściany,
Skryj się, skryj! Skryj się, skryj!

Ja myślałam, że to maki, Że ogniste lecą ptaki,
A to ułani, ułani, ułani, A to ułani, ułani, ułani!

Strzeż się tego, co na przedzie, Tam, na karym koniu jedzie,
Oficyjera, oficyjera,
Strzeż się, strzeż, strzeż się, strzeż!

Jeśli mu się wydam miła, To nie będę się broniła,
Niech mnie zabiera, zabiera, zabiera!
Niech mnie zabiera, zabiera, zabiera!

Serce weźmie i pobiegnie, Potem w krwawym polu legnie,
Zostaniesz wdową, zostaniesz wdową, Strzeż się, strzeż!

Łez ja po nim nie uronię, Jego serce mym zasłonię,
Bóg go zachowa, zachowa, zachowa. Bóg go zachowa, zachowa, zachowa.

EJ, JANICKU KA ZEŚ JEST?

Golec uOrkiestra

Cy ty obserwujes to, co ludzie cynią:
Łokradają lasy i zwierzynę biją.
Ryby ledwie zywe w potokach pływają
Brzuszkami do góry, niebo oglądają.

Ej, Janicku, ka ześ jest?
Ej, Janicku, ka ześ jest?
Ratuj górecki i nase holecki,
Przecie w tobie płynie górolska krew.
Ratuj górecki i nase holecki,
Przecie w tobie płynie górolska krew.

Ej, Janicku, ka ześ jest?
Ej, Janicku, ka ześ jest?
Ratuj górecki i nase holecki,
Przecie w tobie płynie górolska krew.
Ratuj górecki i nase holecki,
Przecie w tobie płynie górolska krew.

Ka mos swoje serce, ze się nie frasuje?
Ka góralska duma, ze się nie buntuje
Pytomy cie pieknie, pulerze Janicku?
Chytoj za ciupażke i brońze gronicku.

Ej, Janicku, ka ześ jest?
Ej, Janicku, ka ześ jest?
Ratuj górecki i nase holecki,
Przecie w tobie płynie górolska krew.
Ratuj górecki i nase holecki,
Przecie w tobie płynie górolska krew.

Ej, Janicku, ka ześ jest?
Ej, Janicku, ka ześ jest?
Ratuj górecki i nase holecki,
Przecie w tobie płynie górolska krew.
Ratuj górecki i nase holecki,
Przecie w tobie płynie górolska krew.

Ej, Janicku, ka ześ jest?
Ej, Janicku, ka ześ jest?
Ratuj górecki i nase holecki,
Przecie w tobie płynie górolska krew.
Ratuj górecki i nase holecki,
Przecie w tobie płynie górolska krew.

EJ, PRZELECIAŁ PTASZEK

Mazowsze

Ej, przeleciał ptaszek kalinowy lasek,
siwe piórka na nim zadrżały.
Nie płacz ty, dziewczyno, nie płacz ty jedyna,
abo ci to świat mały?

Szumi gaj, szumi gaj, szumi gałązeczka,
żółte listki z drzewa padają (ej, padają),
zabrali mi chłopca, a ja w świecie obca,
inszego mi rodzice rają.

Leć głosie po rosie ku zieleskim łąkom,
przeleć Wisłę, przeleć Dunaje,
powiedzże mojemu, że ja się tu błąkam,
że mi serce się kraje.

Leć, ptaszku, wysoko, leć, ptaszku, daleko,
do chłopca mego, jedynego (jedynego),
niechże on przyjiżdża, niechże on przybywa,
bo mi rają niekochanego.

Kochanie, kochanie, dalekośwa siebie,
niech płyną do ciebie moje łzy.
Szeroko, daleko słuneczko na niebie,
jeszcze dalij jezdeś ty.

Nie przyjedziesz do mnie, ani ja do ciebie,
nie doleci do ciebie mój głos (nie doleci)...
Smutne życie moje, kiedy nie we dwoje,
smutny mój bez ciebie, smutny los.

EKOLOGICZNY WALC

Zdobywać chciałeś świat, więc nie liczyłeś strat,
Zatrute jabłko, pusty orzech, sczerniały zboża las.
Uratuj chleb i sad, pomnażaj zdrowy czas
Świat wszak jest twój, więc unieś go natury siłą swą.

Walc, ekologiczny walc, walc, ekologiczny walc,
Świat wszak jest twój, więc unieś go natury siłą swą.
Walc, ekologiczny walc.

Sprawnym i prawym bądź, na Ziemi matce siądź,
Posłuchaj ognia i powietrza - jednym, zaprawdę, są,
Nie nadużywaj sił, pradziad twój umiar czcił.
Zdrowie to wartość, więc je chroń, radości żywej dom.

Walc, ekologiczny walc, walc, ekologiczny walc,
Zdrowie to wartość, więc je chroń, radości żywej dom.
Walc, ekologiczny walc.

Zielone z bielą łącz, nie żałuj myśli, rąk,
Zieleń, to Ziemia życia pełna, czystość ma bieli ton.
Zatrzymać trzeba kicz, to betonowe nic.
Cywilizacjo, w życie graj, odrzuć fałszywy raj!

Walc, ekologiczny walc, walc, ekologiczny walc,
Zatrzymać trzeba kicz, to betonowe nic.
Walc, ekologiczny walc.

EKSPERYMENT

Hey

Przeprowadźmy mały sprawdzian
Wytrzymałości duszy na ból
Pozwól mi się przekonać
Jak wiele cierpienia potrafisz znieść

Lecz nawet w chwilach tak okrutnych
Pamiętaj że nic się nie zmienia
Że kiedy upokarzam Cię
Robię to by bardziej Cię kochać

Nie ufaj ludziom którzy ciągle
Głaskają Cię, ściągają czapki
Oni nie dadzą ci tego
Co mogę dać Ci tylko ja

Teraz pójdę z innym mężczyzną
Potem zapytam co wtedy czułe?
później wyznam publicznie
Że twoje uczucie nic dla mnie nie znaczy

dla mnie nie znaczy

EKSPIACJA

Olek Grotowski Małgorzata Zwie

Już wszyscy wrócili z wakacji
Bliżsi i dalsi sąsiedzi
I nadszedł okres ekspiacji
Tudzież ogólnej spowiedzi

Mężowie zdenerwowani
Tłumaczą zawile i długo
Skąd się wziął damski stanik
Numer
w klatce z papugą

Że może zmyślny ptaszek
Skądś przyniósł tę rzecz intymną
W ramach ptaszęcych igraszek
A żony uśmiechają się zimno

A mężom wzrok dziwnie biega
I całkiem upada w nich dusza
Aż wreszcie krzyk się rozlega
Ajoj, tylko nie po uszach

Lecz świat jest urządzony
I sprawiedliwie i mądrze
Bo teraz tłumaczą się żony
Ja z Zyziem? - Ale skądże

Nie mam nic na sumieniu
Tu mąż argument wytacza
A w śladzie po ugryzieniu
Brakuje lewego siekacza

Gdzie się obrócić tam wszędzie
To on przyrzeka, to ona
-Przysięgnij że więcej nie będziesz
-Nie będę, niech tak skonam

Przestają latać buty
Cichnie ostre strzelanie
Przemija czas pokuty
Powraca zaufanie

Tylko od czasu do czasu
Myśl nagła zakołata
-Jejku, byle do wczasów
-Boże, byle do lata

Poza tym wszystko cacy
Słuchamy sobie radyjka
Chadzamy sobie do pracy
Pomagamy dzieciom w lekcyjkach

Umacniamy miłość małżeńską
W czasie rocznic bijemy brawa
-Lub chadzamy na nabożeństwo
-Lub mawiamy że społeczeństwo
Gdzie indziej jest w rozkładzie
Ale u nas w zasadzie
Się opiera na zdrowych podstawach

EKSPLOZJA

Maanam

Wszystko ma swoją formę,
Liść, drzewo, jaszczurka,
Woda w oceanach,
Jak w czarach spoczywa.
Ogień w kominach
Spala się bezpiecznie,
Ziemia zamknięta słowem,
Krąży po elipsie.

Eksplozja, eksplozja
Eksplozja, eksplozja
Eksplozja, eksplozja
Eksplozja.

Powietrze przybiera,
Kształt rzeczy dowolny,
Ja wciąż taka sama,
W gestach mimowolnych.
Żyjemy obok siebie
Spokojnie aż do chwili,
Gdy gniew rozsadza formy,
A treść eksploduje.

Eksplozja, eksplozja
Eksplozja, eksplozja
Eksplozja, eksplozja
Eksplozja.

Kto powstrzymać może,
Powietrze, wodę,
Kto Ziemi rozkaże
Cofnąć rozżarzoną lawę.
Kto stanie na drodze,
Mego zniechęcenia,
Do form coraz ciaśniejszych,
I ich przeznaczenia.

Eksplozja, eksplozja
Eksplozja, eksplozja
Eksplozja, eksplozja
Eksplozja.

EKSTAZA

Felicjan Andrzejczak

Kiedy spalasz się w ekstazie
Krzyczę jak schwytany ptak,
Wokół lampy tańczyć ma.
Potem rankiem pijąc kawę
Czuję, jak zadrwiła z nas
Tylko chemia naszych ciał.

Gdy dotykam twoich warg
Opętanie w oczach masz,
Tylko nie mów, że to miłość.
Każdy musi po swojemu
Znaleźć w sercu swoim ład,
A niepokój zmienić w treść.

Co innego: żyć we dwoje,
Co innego znaczy sex,
Każde dziecko o tym wie.
A ty nowy wzniecasz płomień,
Ciała znów przeszywa dreszcz,
Och, pomocy! Śmiejesz się…

Gdy dotykam twoich warg
Ty ekstazę w oczach masz,
Nie okłamuj, że to miłość.
Każdy musi po swojemu
Znaleźć w sercu swoim ład,
A niepokój zmienić w treść.

Kiedy pieszczę twoją pierś,
Gdy całuję końce rzęs,
Nie okłamuj, że to miłość.
I nie wmawiaj mi kochanie,
Że pomocy przyjdzie dzień,
Czas niepokój zmienić w treść!

strona 1 z 3 <   1 23  >

Fragment tytułu
lub wykonawca