strona 3 z 13 <  12 3 4567891011  >

A KUKU!

Karpowicz Family

To lato jest gorące,
Nie można już wytrzymać,
Gdy wreszcie zajdzie słońce,
Zabawa się zaczyna.

Nie siedźcie w domu sami,
Gdy wieczór taki cudny
Śpiewajcie razem z nami,
Bo refren jest nietrudny.

A kuku!
Słoneczko poszło spać,
Pora do kufli
Zimniutkie piwo lać.
A kuku kuku!
Słońce w końcu przestało grzać.
A kuku kuku!
Można mu na nosie grać.
A kuku kuku!
Pora w kufle piweczko lać
I do rozpuku
Głośno się ze słońca śmiać.
Hopa he he he...

Choć grzeje niemożliwie
Możemy to wytrzymać,
Bo piana w kuflu z piwem,
To taka mała zima.

Prognozy są gorące,
Lecz nas to nie obchodzi,
Nie straszne żadne słońce,
Gdy piwko fajnie chłodzi.

A kuku!
Słoneczko poszło spać,
Pora do kufli
Zimniutkie piwo lać.
A kuku kuku!
Słońce w końcu przestało grzać,
A kuku kuku!
Można mu na nosie grać.
A kuku kuku!
Pora w kufle piweczko lać
I do rozpuku
Głośno się ze słońca śmiać.

A kuku!
Słoneczko poszło spać,
Pora do kufli
Zimniutkie piwo lać.
A kuku kuku!
Słońce w końcu przestało grzać,
A kuku kuku!
Można mu na nosie grać.
A kuku kuku!
Pora w kufle piweczko lać
I do rozpuku,
Głośno się ze słońca śmiać.

A LA LA LA LA LONG

Studio Singers

We śnie widzę cię!

A la la la la long, a la la la la long,
Long li long long long… Nagą!
A la la la la long, a la la la la long,
Long li long long long…

Stoisz tuż obok drzwi,
Uśmiechasz się.
Oprócz butów nie masz nic,
Skrawka materiału.

Ale za nim ruszę się
Ty uciekasz jak piękny sen.
Ach, zostań tu… Na zawsze już.
Spoglądam w oczy ci,
Spoglądam w twoje oczy znów, u jee…
Tyle chcę powiedzieć ci.

Kiedy mnie odwiedzisz znów?
Kiedy przyjdziesz tak jak dziś?
Kiedy tu zostaniesz?
Dowiedzieć chciałbym się.

Kiedy mnie odwiedzisz znów?
Kiedy przyjdziesz tak jak dziś?
Kiedy tu zostaniesz?
Dowiedzieć chciałbym się.

A la la la la long, a la la la la long,
Long li long long long… u jee!
A la la la la long, a la la la la long,
Long li long long long…

Chciałbym jeszcze wiedzieć też,
Czy kochasz mnie, czy też nie.
Chciałbym wiedzieć to,
Bo chcę się kochać z tobą.

Proszę powiedz mi,
Proszę powiedz mi,
Bo zaraz zbudzę się,
Bo to jest sen, to tylko sen!
Spoglądam w oczy ci,
Spoglądam w twoje oczy znów,
U jee… Tyle chcę powiedzieć ci.

Kiedy mnie odwiedzisz znów?
Kiedy przyjdziesz tak jak dziś?
Kiedy tu zostaniesz?
Dowiedzieć chciałbym się.

Kiedy mnie odwiedzisz znów?
Kiedy przyjdziesz tak jak dziś?
Kiedy tu zostaniesz?
Dowiedzieć chciałbym się.

A la la la la long, a la la la la long,
Long li long long long… Śpiewam!
A la la la la long, a la la la la long,
Long li long long long… Jeszcze raz!

A la la la la long, a la la la la long,
Long li long long long… Śpiewam!
A la la la la long, a la la la la long,
Long li long long long… Jee...

Tyle chcę powiedzieć ci... U u jee...
Jeeeeee...
Spoglądam w twoje oczy znów.
U jee… Tyle chcę powiedzieć ci.

Kiedy mnie odwiedzisz znów?
Kiedy przyjdziesz tak jak dziś?
Kiedy tu zostaniesz?
Dowiedzieć chciałbym się.

Kiedy mnie odwiedzisz znów?
Kiedy przyjdziesz tak jak dziś?
Kiedy tu zostaniesz?
Dowiedzieć chciałbym się.

A la la la la long, a la la la la long,
Long li long long long… O jee!
A la la la la long, a la la la la long,
Long li long long long… U jee!

A la la la la long, a la la la la long,
Long li long long long… U jee!
A la la la la long, a la la la la long,
Long li long long…

To tylko, tylko sen!

A MNIE JEST SZKODA LATA

Moja żona mnie dzisiaj skrzyczała, powiedziała, żem mazgaj, że głupi,
Że ze wstydu się za mnie rumieni, kiedyż wreszcie zmądrzeję już raz.
A na śmiesznym tle sprawa powstała: poprosiłem, poziomek niech kupi.
- Zdziecinniałeś - powiada - w jesieni?
- To już jesień? Jak leci ten czas!

I westchnąłem: no patrz, już po lecie, po wakacjach, po słońcu, mój Boże!
Już się zacznie szaruga na świecie, no, jasnych spodni już chyba nie włożę.
Pewnie deszcze się zaczną i słota, na to ona, przepraszam, idiota!
Uśmiechnąłem się, mów sobie zdrowo, ty wiesz swoje, a ja swoje wiem.

Bo mnie jest szkoda lata i letnich złotych wspomnień,
Niech mówią: głupi, o mnie, a mnie jest ża - a - al.
Za oknem szaro, smutno, a jeszcze przed miesiącem
Pogoda, zieleń, słońce, naprawdę żal.

To tak jak gdyby ktoś najdroższy nagle odszedł
I zabrał radość, uśmiech, a zostawił łzy.
Bo mnie jest szkoda lata i ludzi żal, i nieba,
Po którym płyną smutne jesienne mgły.

Człowiek pensję ma bardziej niż marną: tysiąc złotych miesięcznie - niewiele.
Ale w lecie, tych tysiąc, to suma! Można za nią jak król jakiś żyć.
Słońce grzeje. opala za darmo, Wisłę gratis masz w każdą niedzielę,
Ptaki dają bezpłatne koncerty, nawet nie chce się jeść ani pić.

Jesień, owszem, jest piękna, bogata, bardzo urozmaicona i pełna kolorów.
Ale gdzie, gdzie jesieni do lata. do lipcowych, sierpniowych wieczorów!
Już niedługo i zima przyleci, pełna śniegu, zawiei, zamieci.
A mnie w głowie poziomki i głupstwa, jakiś koncert i Wisła, i las.

A mnie jest szkoda lata .., smutne, jesienne mgły.

A MNIE WOJSKO SŁUŻY

Jedni wolą wśród cywilów różne spełniać prace
Skrobać ryby, zbierać grzyby, bloki nosić, tace
Inni w biurze grają role ludzi z wyższej sfery
Pieczętują, segregują teczki i papiery.
A ja nie, a ja nie, a ja nie.

Mnie tam w wojsku jest najlepiej
Bo mi wojsko służy
Bo mi wojsko służy
Bo mi wojsko służy
Czy w natarciu, czy na warcie
Czas mi się nie dłuży
Czas mi się nie dłuży
Nic a nic

Jedni robią by się zwolnić co tylko w ich mocy
Z torów przeszkód, wart o zmierzchu i alarmów w nocy
Inni znowu znieść nie mogą rannych ćwiczeń co dzień
Zlatywanie wprost w piżamie, mycia w zimnej wodzie.
A ja nie, a ja nie, a ja nie.

Mnie tam w wojsku jest najlepiej
Bo mi wojsko służy
Bo mi wojsko służy
Bo mi wojsko służy
Na praktyce, gimnastyce
Czas mi się nie dłuży
Czas mi się nie dłuży
Nic a nic

Jedno mają z dziewczynami różne wciąż kłopoty
Oświadczyny, zaręczyny i teściową potem
A za chwilę szach królowi i dostają mata
Alimenty, alimenty przez najbliższe lata
A ja nie, a ja nie, a ja nie.

Mnie tam w wojsku jest najlepiej
Bo mi wojsko służy
Bo mi wojsko służy
Bo mi wojsko służy
Dla dziewczyny dwie godziny
Ani chwili dłużej
Ani chwili dłużej
Nic a nic

Mnie tam w wojsku jest najlepiej
Bo mi wojsko służy
Bo mi wojsko służy
Bo mi wojsko służy
Chcę tu z wami w Kołobrzegu
Śpiewać jak najdłużej
Śpiewać jak najdłużej
No to bis.

A MOŻE TYLKO NAM SIĘ ZDAJE

Wśród ciszy tej, co gdzieś w nas śpi
A może tylko nam się zdaje
Budzi się on, wielebny krzyk
I ból, co rośnie razem z płaczem

Wierzymy w każdą miłość nocy i dnia
Wierzymy w każdy ranek i każdy wieczór
Wierzymy w każdą prawdę, gdy trzeba spać
Wierzymy w byle co, by nie czuć

Nad głową noc, a noc jak koń
I niepokoju tyle we mnie
Gdzieś leci świat, gdzieś pędzi dom
Ktoś bliski znika mi bezwiednie

Gdy ręką dnia dotykasz chmur
A może tylko ci się zdaje
Myślisz, że w nocy to nie był ból
Nie krzyk nad twoim małym krajem

A MY NIE CHCEMY UCIEKAĆ STĄD

Przemysław Gintrowski

Stanął w ogniu nasz wielki dom,
Dym w korytarzach kręci sznury.
Jest głęboka, naprawdę czarna noc,
Z piwnic płonące uciekają szczury.

Krzyczę przez okno czoło w szybę wgniatam,
Haustem powietrza robię w żarze wyłom.
Ten, co mnie słyszy ma mnie za wariata,
Woła: co jeszcze świrze ci się śniło?

Więc chwytam kraty rozgrzane do białości,
Twarz swoją widzę twarz w przekleństwach.
A obok sąsiad patrzy z ciekawością,
Jak płonie na nim kaftan bezpieczeństwa.

Dym w dziurce od klucza, a drzwi bez klamek,
Pękają tynki wzdłuż spoconej ściany.
Wsuwam mój język w rozpalony zamek,
Śmieje się za mną ktoś jak obłąkany.

Lecz większość śpi nadal przez sen się uśmiecha,
A kto się zbudzi nie wierzy w przebudzenie.
Krzyk w wytłumionych salach nie zna echa,
Na rusztach łóżek milczy przerażenie.

Ci przywiązani dymem materacy,
Przepowiadają życia swego słowa.
Nam pod nogami żarzą się posadzki,
Deszcz iskier czerwonych osiada na głowach.

Dym coraz gęstszy, obcy ktoś się wdziera,
A my wciśnięci w najdalszy sali kąt.
Tędy!, wrzeszczy, niech was jasna cholera!
A my nie chcemy uciekać stąd.

A my nie chcemy uciekać stąd,
Krzyczymy w szale wściekłości i pokory.
Stanął w ogniu nasz wielki dom,
Dom dla psychicznie i nerwowo chorych.

Stanął w ogniu nasz wielki dom,
Dom dla psychicznie i nerwowo chorych.
A my nie chcemy uciekać stąd,
Krzyczymy w szale wściekłości i pokory.

Stanął w ogniu nasz wielki dom,
Dom dla psychicznie i nerwowo chorych.
A my nie chcemy uciekać stąd,
Krzyczymy w szale wściekłości i pokory.

Stanął w ogniu nasz wielki dom,
Dom dla psychicznie i nerwowo chorych.
Stanął w ogniu nasz wielki dom.

A MY NIE CHCEMY...

Stanął w ogniu nasz wielki dom
Dym w korytarzach kręci sznury
Jest głęboka, naprawdę ciemna noc
Z piwnic płonące uciekają szczury

Krzyczę przez okno, czoło w szybę wgniatam
Haustem powietrza robię w żarze wyłom
Ten, kto mnie widzi, ma mnie za wariata
Woła : co jeszcze ci się świrze śniło

Więc chwytam kraty rozgrzane do białości
Twarz swoją widzę, twarz w przekleństwach
A obok sąsiad patrzy z ciekawością
Jak płonie na nim kaftan bezpieczeństwa

Dym w dziurce od klucza, a drzwi bez klamek
Pękają tynki wzdłuż spoconej ściany
Wsuwam swój język w rozpalony zamek
Śmieje się za mną ktoś jak obłąkany

Lecz większość śpi nadal,
przez sen się uśmiech
A kto się zbudzi,
nie wierzy w przebudzenie

A NAJPIĘKNIEJ JEST W MAJU

A najpiękniej jest w maju
Więc kłaniajmy się wiośnie
Wy słowiki, słowiki
Zaśpiewajcie nam głośniej
Hej słowiki, słowiki
Zaśpiewajcie żołnierzom głośniej

Od Berlina wracamy
Utrudzeni stęsknieni
Hej topole, topole
Nie żałujcie nam cieni
Hej topole, topole
Nie żałujcie żołnierzom cieni.

Znikły zioła i kwiaty
Rozdzwoniły się dzwony
A witajcie dziewczęta
Nasze siostry i żony
A witajcie dziewczęta
Nasze siostry i wierne żony.

Nie płacz matko, nie trzeba
Zło na zawsze przepadnie
Śpią spokojnie w pokrowcach
Nasze lufy armatnie
Śpią spokojnie w pokrowcach
Kulomioty i działa armatnie.

Nie na próżno my wroga
Zwyciężyli w potrzebie
Witaj ziemio rodzima
Wojsko wraca do ciebie
Witaj ziemio rodzima
Nasza służba żołnierska dla ciebie.

A PIOSENKĘ WIATR PRZYNIESIE...

Usiądziemy sobie na ulicy Cicho coś zaśpiewamy
Jeśli ktoś nasz śpiew usłyszy Siądzie i zaśpiewa z nami.

A piosenkę wiatr przyniesie Co przez duszę wieje
On napełnia nasze serca Porusza nadzieje.

Potem pojedziemy autobusem Wymieszani w tłoku
Zanucimy zakurzonym ludziom O białym obłoku.

Może jakaś gwiazda błyśnie Jak kropla wśród liści
Może jakaś karta pryśnie Uwolnią się myśli.

A piosenka w dal popłynie Z wiatrem co się śmieje
Może kiedyś do nas wróci Poruszyć nadzieje.

A PO LESIE WIATR (KARCZMA W LIMANOWEJ)

Przy piwie w karczmie w Limanowej
Zapatrzeni w siwe mgły jesienne
Czekaliśmy na autobusowe
Ostatnie w lato połączenie
Bóg przez okno zloty talar rzucił
Słońce na obrusie
Od dziewczyny przy barze
Pożyczyłem uśmiech
Oddam go w autobusie

A po lesie wiatr
Rwie na strzępy pajęczyny nic
A po polu wiatr,
Rozsypuje kopce siana w pył
Do puszystych traw się tuli
Skrada się do pustych ptasich gniazd
Po strumieniach z woda śpiewa
Lekkomyślny wiatr

Wpatrzeni w okno milczeliśmy wszyscy
Nikt nie przerywał nam czekania
Nawet gitary zacisnęły zęby
Wiedziały już ze nie będzie grania
Oczy dziewczyny szeptały "Zostań
Czas się zatrzymał w Limanowej"
Oddałem uśmiech, przewróciłem kufel
Na stole talar został

A PO NOCY ZABAWA

Okiem dziwnie jakoś wesołym
Spojrzała na mnie noc
Miasto twardym spało już snem
Głowę wsunąłem pod koc

A po nocy na niebie
W swoich snach Mars się grzebie
Narzekając na kiepską pogodę
Księżyc binokl przeciera
Gra z gwiazdami w pokera
Zatroskany drapie się w brodę

Ktoś za rogiem uderzył w twarz
Ktoś coś czytał marnując wzrok
Bobas smacznie chrapał w kołysce
Przewracając się z boku na bok

Wczesnym rankiem po nocnej burzy
Chwiejnie, wolno odchodzi w mrok
Na noc przyszła gromadzić siły
Przez mrok myląc raz po raz krok

A PRZED NAMI TYLE SZCZĘŚCIA

Pokłóciłam się dziś z tobą
Bez powodu pierwszy raz
Jeszcze o tym nie wiedziałam
Że czasami bywa tak.

W czterech kątach rozgniewani
Nie możemy znaleźć miejsca
Nic do siebie nie czujemy
W przechowalni mamy serca.

A przed nami tyle szczęścia
Ile drzewo liści ma
Nie możemy go pomieścić
Ani ty ani ja.

A przed nami tyle szczęścia
Że garściami trzeba brać
Jeszcze tyle nie mieliśmy
Ani ty ani ja.

Spokój wraca w nasze progi
Czajnik gwiżdże na kuchence
Już ze sobą pogodzeni
Pieszczotami krzyczą ręce

W czterech kątach nie ci sami
Zaskoczeni, zagadani
Znów śmiejemy się do siebie
Tak jak wczoraj zakochani.

A przed nami tyle szczęścia...

A PSZCZÓŁKI JUŻ TAMUJ NIE BYŁO

Krzysztof Daukszewicz

Leciała do miodu pszczółka
Na drodze jej stała stodółka
W stodółce Kasieńka z Jasieńkiem od rana
Wleciała tam pszczółka narwana
Za moment w stodółce pisnęło, zawyło
Jaś krzyknął - O rany! Coś w d... użądliło!
A pszczółki już tamuj nie było

Leciała pszczółeczka do miodu
Wleciała do samochodu
Kierowca rajdowy gaz wciska do dechy
Narobi mu pszczółka uciechy
Za moment na szosie łupnęło, strzeliło
"Police" przyjechało i nic nie stwierdziło
Bo pszczółki już tamuj nie było!

Leciała do miodu pszczółka
Na drodze jej druga stodółka
W stodółce chłop Maciej harował od rana
Wleciała tam pszczółka już znana nam
Pszczół Maciej nie lubił, więc w kącik ją zwabił
Rzekł - Ja ci pokażę... i już po nektarze
I pszczółki już tamuj nie było

A morał z tej bajki:
Nie szukaj powodu
By zginąć tak głupio
Gdy lecisz do miodu
Bo pszczółki już tamuj nie było

A treść tej piosenki
Być może, nie krzepi
Lecz do takiej treści
Się nikt nie przyczepi
Bo pszczółki już tamuj nie było

A RADOŚCI BĘDZIE TYLE

Kiedy ptaki kołują pod niebem,
kiedy zboże pochyla wiatr,
pójdźmy wtedy przed siebie
dokąd słońce powiedzie,
pójdźmy razem przez piękny ten świat.

A radości będzie tyle,
ile świerszczy w polu gra.
A radości będzie tyle,
ile łąka liczy traw.
Jak maleńkie dwa motyle
siądźmy razem w dłoni dłoń
A radości będzie tyle,
ile ziół rozdaje woń.

Kiedy słońce ukrywa się w niebie,
spacer w deszczu niemiły ci.
Gdy ulice wciąż mokną,
patrzymy wtedy przez okno,
biegnąc w myślach, gdzie lato już śpi.

A radości będzie tyle,
Ile było kwiatów, łąk,
A radości będzie tyle
ile jej zechcemy wziąć.
Wrócą wszystkie jasne chwile,
polne maki, świerszczy chór
i radości będzie tyle,
jakby słońce wyszło z chmur.

A SŁOŃCE SOBIE LŚNI

Eleni

Na stole nieskończony list,
Nadzieja gdzieś za szafą śpi,
W wazonie więdną kwiaty,
Brak cukru do herbaty,
A zresztą czajnik spalił się.

Czarny fortepian pokrył kurz,
Bo ci brakuje kilku nut,
By zagrać to co było,
Co w słowach się rozmyło,
Choć miało istnieć tyle lat.

A słońce sobie lśni,
Jak gdyby nigdy nic,
Nie wieży w szare dni,
Gorzkie łzy, głupie sny,
I w miłości, których brak,
A słońca złoty krąg,
Jak wyciągnięta dłoń,
Jak roześmiana twarz, wzywa nas, jeszcze raz,
Do nadziei ponad świat.

Zegar popycha naprzód dzień,
Ktokolwiek przyjdzie spóźni się,
Tak sobie myślisz teraz, bo życie cię uwiera,
Bo święty spokój chciałbyś mieć.

Jeszcze papieros albo dwa,
I zdecydujesz tak czy tak
Czy warto list dokończyć,
Czy z tą miłością skończyć,
Z tą różą, która kolce ma.

A słońce sobie lśni,
Jak gdyby nigdy nic,
Nie wieży w szare dni, gorzkie łzy, głupie sny,
I w miłości, których brak,
A słońca złoty krąg,
Jak wyciągnięta dłoń,
Jak roześmiana twarz, wzywa nas, jeszcze raz,
Do nadziei ponad świat.

A słońca złoty krąg,
Jak wyciągnięta dłoń,
Jak roześmiana twarz, wzywa nas, jeszcze raz,
Do nadziei ponad świat.
Ponad świat!

A TERAZ IDZIEMY NA JEDNEGO

Adam Chrola

A teraz idziemy na jednego,
A teraz będziemy wódzię pić.
A teraz idziemy na drugiego,
A teraz będziemy wódzię pić.

Bo kto nie pije,
Ten krótko żyje,
Bo kto nie pije,
Ten smutny zawsze jest,
Bo my bez picia
Nie znamy życia,
No, bo bez picia
Nam smutno zawsze jest.

A teraz idziemy na trzeciego,
A teraz będziemy wódzię pić.
A teraz idziemy na czwartego,
A teraz będziemy wódzię pić.

Bo kto nie pije,
Ten krótko żyje,
Bo kto nie pije,
Ten smutny zawsze jest,
Bo my bez picia
Nie znamy życia,
No, bo bez picia
Nam smutno zawsze jest.

A teraz idziemy na piątego,
A teraz będziemy wódzię pić.
A teraz idziemy na szóstego,
A teraz będziemy wódzię pić.

Bo kto nie pije,
Ten krótko żyje,
Bo kto nie pije,
Ten smutny zawsze jest,
Bo my bez picia
Nie znamy życia,
No, bo bez picia
Nam smutno zawsze jest.
Bo kto nie pije,
Ten krótko żyje,
Bo kto nie pije,
Ten smutny zawsze jest,
Bo my bez picia
Nie znamy życia,
No, bo bez picia
Nam smutno zawsze jest.

A TERAZ KOCHAJ MNIE

Drossel

Pamiętasz nasze pierwsze dni,
Gdy szliśmy razem ja i ty,
Tam pocałowałaś mnie,
Pierwszy raz pocałowałaś mnie.
Kiedy zamykam oczy widzę cię,
Kiedy trzymasz mnie za rękę drżę.

Widzieliśmy się ledwie kilka chwil,
Widzieliśmy się ledwie kilka chwil.
Wiedziałem, że to ty,
Wiedziałem, że to ty.

A teraz kochaj mnie, kochaj mnie.
A teraz kochaj mnie i tylko mnie,
A teraz kochaj mnie, kochaj mnie,
A teraz kochaj mnie, kochaj mnie.
Kochaj mnie.

Dziś oprócz ciebie nie mam nic,
Najcenniejsza jesteś dla mnie ty,
Bo teraz, kiedy ciebie mam,
Bo teraz, kiedy przy mnie śpisz.

Jak powietrza potrzebuję cię,
Tak po prostu z tobą dobrze jest.
Jak nadzieja dodajesz mi do życia sił,
Jak nadzieja dodajesz mi do życia sił,
Po prostu ty i tylko ty.

A teraz kochaj mnie, kochaj mnie.
A teraz kochaj mnie i tylko mnie,
A teraz kochaj mnie, kochaj mnie,
A teraz kochaj mnie, kochaj mnie.
Kochaj mnie.

A teraz kochaj mnie, kochaj mnie.
A teraz kochaj mnie i tylko mnie,
A teraz kochaj mnie, kochaj mnie,
A teraz kochaj mnie, kochaj mnie.

A teraz kochaj mnie, kochaj mnie.
A teraz kochaj mnie i tylko mnie,
A teraz kochaj mnie, kochaj mnie,
A teraz kochaj mnie, kochaj mnie.
Kochaj mnie,
Kochaj mnie.

A TO JEŻ JAK PIŁKA

Fasolki

Taki las, taki las,
Wielki, że aż strach.
Z rudych drzew ściany ma,
Z rudych liści dach.

W lesie szmer,
W lesie szum,
Coś tam stuka wciąż,
Może to dziki smok,
Może wielki wąż!

Skacze coś jak piłka,
Całe w burych szpilkach.
Toczy się jak kulka,
Całe w liści piórkach.
Skacze coś jak piłka,
Całe w burych szpilkach
Idzie poprzez jesień,
Wrzosy w kolcach niesie.

Biegnę więc, biegnę więc,
Biegnę ile tchu,
Może tam schowam się,
Może lepiej tu.

Wkoło szmer, wkoło szum,
Coś tam stuka wciąż,
Coś jest tuż obok mnie,
Czy to smok czy wąż?

A to jeż jak piłka,
Cały w burych szpilkach.
A to jeż jak piłka,
Cały w liści piórkach.
A to jeż jak piłka,
Cały w burych szpilkach
Idzie poprzez jesień,
Wrzosy w kolcach niesie.

A to jeż jak piłka,
Cały w burych szpilkach
Idzie poprzez jesień,
Wrzosy w kolcach niesie.

A TO WSZYSTKO DLA TURYSTÓW

turyst

Pasą się owieczki na zielonej hali,
Juhas je dogląda — nie odejdą dalej.
Baca je ostrzyże, gaździna oprzędzie,
biały, ciepły sweter z owczej wełny będzie.

A to wszystko dla turystów,
wszak to prawda znana,
że się bez nich nie utrzyma
wieś tatrzańska sama.
A to wszystko dla turystów,
wszyscy o tym wiecie,
najważniejszy dla górala
turysta jest przecie.

Cieśla się uwija, murarz lepi mury,
już niedługo strzeli nowy dom do góry.
Gazda liczy dutki, skromnie teraz żyje,
jak się zacznie sezon, to sobie odbije.

A to wszystko dla turystów...

Stary baca dłubie przy kawałku drewna,
pomagają mu w tym krewny oraz krewna
Drewniana ciupaga, skórzane rzemyki,
kapelusik z piórkiem, góralskie trzewiki.

A to wszystko dla turystów...

A TO, CO MAM ...

Może znaczysz więcej niż sam wiesz,
Może pragnę cię bardziej niż ktokolwiek kiedyś pragnął cię.
Może jesteś kimś, kim łatwiej być,
Może głuchym milczeniem, kiedy pytam dokąd iść
I dokładnie tak, tak smakuje ten lęk i strach,
A gdy skończy się dzień, tak spokojnie mi odpowiesz.

Mogę zwątpić w to, co dzieje się
Kiedy każesz mi dążyć tam, gdzie jest niepewny cel.
Może nie chcę w taki sposób żyć,
Nie chcę być twoim grzechem, który wolisz z siebie zmyć
I dokładnie tak, tak smakuje ten lęk i strach
Że, gdy skończy się dzień, tak spokojnie mi odpowiesz.

Że to, co mam, nie wystarczy ci,
To, co mam, nie, nie mogłam dłużej kryć,
W to, co mam, wierzyłam nieprzytomnie,
A to, co mam, miało wszystko ci zastąpić.

I dokładnie tak, łąk smakuje ten lęk i strach,
Że gdy skończy się dzień, tak spokojnie odpowiesz,
Że to, co mam, nie wystarczy ci,
To, co mam, nie mogłam dłużej kryć,
W to, co mam, wierzyłam nieprzytomnie,

A to, co mam ...

strona 3 z 13 <  12 3 4567891011  >

Fragment tytułu
lub wykonawca