strona 1 z 2 <   1 2  >

ACH, MÓJ JEZU JAK TY KLĘCZYSZ

Ach, mój Jezu, jak Ty klęczysz, w Ogrójcu zakrwawiony!
Tam Cię Anioł w smutku cieszył, skąd był świat pocieszony.

Przyjdź, mój Jezu, przyjdź, mój Jezu, przyjdź, mój Jezu, pociesz mnie,
bo Cię kocham serdecznie.

Ach, mój Jezu, jakeś srodze do słupa przywiązany,
za tak ciężkie grzechy nasze - okrutnie biczowany.

Ach, mój Jezu, co za boleść - cierpisz w ostrej koronie,
Twarz najświętsza zakrwawiona, głowa wszystka w krwi tonie.

Ach, mój Jezu, gdy wychodzisz - na Górę Kalwaryjską,
trzykroć pod ciężarem krzyża - upadasz bardzo ciężko.

A gdy, mój najmilszy Jezu, na krzyżu już umierasz,
dajesz Ducha w Ojca ręce, grzesznym niebo otwierasz.

Ach, mój Jezu, gdy czas przyjdzie, Że już umierać trzeba,
Wspomnij na swą gorzką mękę, Nie chciej zawierać nieba

Gdyś jest Sędzią postawiony Nad żywymi zmarłymi.
Zmiłujże się nad duszami W czyśćcu zostającymi!

Wieczny pokój, wieczny pokój, Wieczny pokój daj Panie!
W niebie odpuszczenie.
Przyjdź, mój Jezu, Przyjdź mój Jezu, pociesz mnie!
Bo Cię kocham serdecznie.

ACH, MÓJ JEZU UKOCHANY

Ach, mój Jezu ukochany, Toć masz twarde łoże.
Zdejmę ja Cię z tego krzyża. W sercu mym położę

Boś zbolały, zbiczowany, Okrutnie zraniony.
Proszę żebyś w sercu moim Był uspokojony

Dusza moja jak najlepiej Będzie się starała
Żeby Ciebie, Stwórcę swego Już nie obrażała.

DOBRANOC, GŁOWO ŚWIĘTA

Dobranoc, Głowo święta Jezusa mojego,
któraś była zraniona do samego.

Dobranoc, Kwiecie różany,
dobranoc, Jezu kochany, dobranoc!

Dobranoc, włosy święte, mocno potargane,
które były najświętszą Krwią zafarbowane.

Dobranoc, szyjo święta, w łańcuch uzbrojona,
bądź po wszystkie wieczności mile pochwalona.

Dobranoc, ręce święte, na krzyż wyciągnione
jako struny na lutni, gdy są wystrojone.

Dobranoc, boku święty, z którego płynęła
Krew najświętsza, by z grzechów człowieka obmyła.

Dobranoc, Serce święte, włócznią otworzone,
bądź po wszystkie wieczności mile pozdrowione.

Dobranoc, nogi święte, na wylot przeszyte
i tępymi gwoździami do krzyża przybite.

Dobranoc, Krzyżu święty, z którego złożony
Jezus i w prześcieradło białe owiniony.

Dobranoc, grobie święty najświętszego Ciała,
który Matka bolesna łzami oblewała.
Niech Ci będzie cześć w wieczności
za Twe męki, zelżywości, Jezu mój!

IDZIESZ PRZEZ WIEKI

Idziesz przez wieki, krwią znaczysz drogę, twardą od cierpień i bólu.
Krzyż niesiesz ciężki, koisz ból, trwogę, o, Jezu Chryste, nasz Królu.

Króluj nad nami, władaj sercami, niech wszędzie płonie znicz wiary:
Niech zew miłości, wiary, ufności, kwiat wiedzie pod Twe sztandary.

Książę pokoju, okaż swą chwałę, odnów świat Boskim Twym tchnieniem.
Pogrom, co w pysze twarde, zuchwałe, ozłoć nas łaski promieniem.

Cichy Baranku, boże Miłości, rozpal przed nami swe zorze.
Naucz nas męstwa, świętej cichości, prowadź nas w niebo, nasz Boże.

JEZU CHRYSTE PANIE MIŁY

Jezu Chryste, Panie miły, o Baranku tak cierpliwy
Wzniosłeś, wzniosłeś na krzyż ręce Swoje
gładząc, gładząc nieprawości moje.

Płacz Go, człowiecze mizerny, patrząc, jak jest miłosierny.
Jezus, Jezus, na krzyżu umiera,
słońce, słońce jasność swą zawiera.

Pan wyrzekł ostatnie słowa, zwisła Mu na piersi głowa.
Matka, Matka pod Nim frasobliwa,
stoi, stoi z żalu ledwie żywa.

Zasłona się potargała, ziemia rwie się, ryczy skała.
Setnik, setnik woła: "Syn to Boży",
tłuszcza, tłuszcza wierząc, w proch się korzy.

Na koniec Mu bok przebito, krew płynie z wodą obfito.
Żal nasz, żal nasz, dziś wyznajem łzami,
Jezu, Jezu zmiłuj się nad nami.

JUŻEM DOŚĆ PRACOWAŁ

Jużem dość pracował da ciebie, człowiecze,
trzydzieści trzy lata na tym nędznym świecie;
pójdę, pójdę do Jerozolimy; co o Mnie pisano,
to wszystko wykonam.

Już dobiega końca Me pielgrzymowanie,
już teraz zawieram Moje nauczanie,
już chcę sprawę zbawienia dokonać,
idźcie, ucznie Moi, wieczerzę gotować.

Jeszcze ja raz z wami do stołu usiądę,
chleb w Ciało, wino w Krew Mą własną przemienię,
na pamiątkę Mego umęczenia,
zakład wam zostawię Mego rozłączenia.

Gdzie się obrócić mam? Już Mnie Judasz wydał,
Mój własny apostoł wrogów na Mnie zwołał.
Pójdę Bogu w Ogrójcu się modlić,
gdzie dla cię, człowiecze, krwią się będę pocić.

Zła rota pachołków już Mnie pochwyciła,
gdzie je Judaszowa chciwość przywabiła.
Już w powrozy okrutnie Mnie wiążą,
po ziemi Mnie włóczą, o nią uderzają.

Jużci Mnie przywiedli do sądu Annasza,
odtąd Mnie powiodą aż do Kajfasza;
tam Mnie sądzą, a niesprawiedliwie,
tam Mnie uderzają w policzek zelżywie.

W koronę cierniową już Mnie przystroili,
którą Mi gwałtownie na głowę wtłoczyli.
Na Piłata wszyscy już wołają:
"Krzyżuj, ukrzyżuj Go!" strasznie powtarzają.

Króla chwały na śmierć wiodą ostatecznie.
Duszo, ty nad Zbawcą miej litość serdecznie!
Patrz jak nogi pod Nim się słaniają,
że już nie może iść, kaci popychają.

Krzyż na Mnie włożyli, na nim Mnie położą
mordercy okrutni, gwoźdźmi Mnie przerażą.
Ręce nogi obie wyciągnione,
i tak ciało z krzyżem w górę podniesione.

Jużem dla twej umarł, człowiecze, miłości.
Patrz, jak wielkie Matka Moja ma żałości:
piastuje Mnie po śmierci na łonie,
łzami swymi zalewa Moje martwe skronie.

KRZYŻU CHRYSTUSA

Krzyżu Chrystusa, bądźże pochwalony,
na wieczne czasy bądźże pozdrowiony!
Gdzie Bóg, Król świata całego
dokonał życia swojego.

Krzyżu Chrystusa, bądźże pochwalony,
na wieczne czasy bądźże pozdrowiony!
Ta sama Krew Cię skropiła,
która nas z grzechów obmyła.

Krzyżu Chrystusa, bądźże pochwalony,
na wieczne czasy bądźże pozdrowiony!
Z Ciebie moc płynie i męstwo,
w Tobie jest nasze zwycięstwo!

KRZYŻU, MÓJ KRZYŻU

Krzyżu mój Krzyżu, Com dla ciebie zrobił,
czym Ciebie uczciłem, albo czym ozdobił?
Ty mnie ratowałeś całe moje życie,
a ja szykowałem gwoździe w Ciebie wbite.

Krzyżu, mój Krzyżu, czym Ci wynagrodzę?
Żem stał obojętny przy Krzyżowej Drodze
Zamiast dźwigać ciężar, który inni niosą,
zaparłem się Ciebie, jak Piotr ongiś nocą.

Krzyżu, mój Krzyżu, wiem, że mi przebaczysz
Tyś znakiem nadziei, nie znakiem rozpaczy.
Na Twoich ramionach los świata spoczywa
i też los człowieka, który Ciebie wzywa.

KRZYŻU ŚWIĘTY NADE WSZYSTKO

Krzyżu Święty nade wszystko, Drzewo przenajszlachetniejsze!
W żadnym lesie takie nie jest, jedno, na którym sam Bóg jest.
Słodkie drzewo, słodkie gwoździe, rozkoszny owoc nosiło.

Skłoń gałązki, Drzewo Święte, użyj członkom tak rozpiętym.
Odmień teraz oną srogość, którąś miało z urodzenia.
Spuść lekkuchno i cichuchno Ciało Króla Niebieskiego.

Tyś samo było dostojne nosić światowe Zbawienie.
Przez Cię przewóz jest naprawion światu, który był zagubion,
który święta Krew polała, co z Baranka wypływała.

W jasełkach drżąc gdy płakał, już tam był wszystko oglądał,
iż tak haniebnie umrzeć miał, gdy wszystek świat odkupić chciał
W on czas między zwierzętami, a teraz między łotrami.

Niesłychana to jest dobroć za kogo na krzyżu umrzeć.
Któż to może dzisiaj zdziałać, za kogo swoją duszę dać?
Sam to Pan Jezus wykonał, bo nas wiernie umiłował.

Nędzne by to serce było, co by dziś nie zapłakało,
widząc Stworzyciela swego na krzyżu zawieszonego.
Na słońcu upieczonego Baranka Wielkanocnego.

LAMENT SERDECZNY

Lament serdeczny w mym sercu zawsze trwa bez odmiany,
Ilekroć wspomnę na Zbawiciela mojego rany,
Na jego śmierć smutną, ach, ach, ach!
I mękę okrutną, ach, ach, ach!
Którą mnie salwując z piekła odkupując,
Poniósł.

Ach, jak okrutnie Jezus najmilszy był biczowany,
Potem koroną z ciernia ostrego koronowany;
Trzcinę w rękę dano , ach, ach, ach!
Królem przez śmiech zwano, ach, ach, ach!
Zbity, zakrwawiony, policzkiem zelżony
Ciężkim.

On dla zbawienia mego na krzyżu był rozciągniony,
Cichy Baranek gorszym nad łotry był ogłoszony;
Ręce przykowano, ach, ach, ach!
W bok ranę zadano, ach, ach, ach!
Za okupno moje dawał ciało swoje
Męczyć.

LUDU, MÓJ LUDU

Ludu, mój Ludu, cóżem ci uczynił?
W czymem zasmucił, albo w czym zawinił?

Jam cię wyzwolił z mocy Faraona, a tyś przyrządził krzyż na me ramiona.

Jam Cię wprowadził w kraj miodem płynący, Tyś Mi zgotował śmierci znak hańbiący.

Jam ciebie szczepił, winnico wybrana, a tyś Mnie octem poił, swego Pana.

Jam da cię spuszczał na Egipt karanie, a tyś Mnie wydał na ubiczowanie.

Jam Faraona dał w odmęt bałwanów, a tyś Mnie wydał książętom kapłanów.

Morzem otworzył, byś szedł suchą nogą, a tyś Mi włócznią bok otworzył srogą.

Jam ci był wodzem w kolumnie obłoku, tyś Mnie wiódł słuchać Piłata wyroku.

Jam ciebie karmił manny rozkoszami, tyś mi odpłacił policzkowaniami.

Jam ci ze skały dobył wodę zdrową, a tyś Mnie poił goryczą żółciową.

Jam dał, że zbici Chanaan królowie, a ty zaś trzciną biłeś Mnie po głowie.

Jam ci dał berło Judzie powierzone, a tyś Mi wtłoczył cierniową koronę.

Jam cię wywyższył między narodami, Tyś Mnie na krzyżu podwyższył z łotrami.

NAJDROŻSZY JEZU

Najdroższy Jezu, w czymże Twoja wina?
W czym tak okrutnej śmierci Twej przyczyna?
O jaką zbrodnię Ciebie oskarżali, że Cię skazali?

Ubiczowany, cierniem uwieńczony,
spoliczkowany, ciężko wyszydzony.
Octem i żółcią Ciebie napoili, na krzyż przybili.

Co za przyczyna wszystkiej Twej udręki?
Ach, moje grzechy dały powód męki!
To ja, mój Panie, to ja zawiniłem: - Ciebie zabiłem.

Lecz co się z karą słuszną dla mnie staje?
Za owce Pasterz Dobry życie daje!
Najsprawiedliwszy Pan wypłaca długi - swojego sługi.

Ach, wielki Królu, Władco nad wiekami,
jakże wypowiem wierność Twą słowami?
Gdy żadne serce tego nie pojęło, ile stąd wzięło.

O Panie, kiedy tam przy Twoim tronie,
stanę na wieki w blasku i w koronie,
daj mi, gdy wszystko będzie Ci śpiewało - być Twoją chwałą.

OGRODZIE OLIWNY

Ogrodzie Oliwny, widok w tobie dziwny! Widzę Pana mego na twarz upadłego
Tęskność, smutek, strach Go ściska; krwawy pot z Niego wyciska
Ach, Jezu mdlejący prawieś konający.

Kielich gorzkiej męki z Ojca Twego ręki, ochotnie przyjmujesz, za nas ofiarujesz;
anioł Ci się z nieba zjawia, o męce z Tobą rozmawia
Ach, Jezu strwożony, przed męką zmęczony.

Nie wyrok Piłata skazał Zbawcę świata na śmierć tak hańbiącą, upokarzającą.
Grzechy moje to sprawiły, że do krzyża Go przybiły
Ach Jezu, ma wina Męki Twej przyczyna!

OJCZE BOŻE WSZECHMOGĄCY

Ojcze, Boże Wszechmogący, który z miłości gorącej
zesłałeś na te niskości - Syna Swego z wysokości.

Ku wielkiemu pocieszeniu - Twemu ludzkiemu plemieniu,
wydałeś Go na stracenie - przez człowiecze odkupienie.

Miejmyż wszyscy na baczności - drogą śmierć Jego miłości
i smutek Matuchny Jego, która cierpiała dla Niego.

Gdy Go we czwartek żegnała, tak Mu mówiąc, narzekała:
"Weźmij mnie w Ogrojec z Sobą, pójdę rada na śmierć z Tobą".

Smutnie na Nią Pan spoglądał, po swej Matce tego żądał:
"Miła Matko, racz Mię puścić, noc-ci blisko, już nam czas iść".

Smutneć było to rozstanie, z Synem swym Najświętszej Pannie;
ileż boleści doznała, gdy się z Jezusem żegnała!

Gdy do Ogrojca przybieżał, padł na ziemię, krzyżem leżał:
tam swą Mękę wszystką widział, którą nazajutrz cierpieć miał.

Klęknął na kolana potem, jął się pocić krwawym potem, mówiąc:
"Ojcze możeli być, racz ten kielich precz oddalić".

Jezu miły, nie lękaj się, wstań, nie klęcz, już spamiętaj się:
masz niedaleko Judasza, idzie z ludem od Annasza.

Wtem przystąpił Judasz k'Niemu, pokłonił się Panu swemu:
jeszcze Go zdradnie całował, Pan się schylił, twarz mu podał.

Wnet do Niego przyskoczyli, o ziemię Nim uderzyli:
i związawszy Go okrutnie, wiedli Go do miasta butnie.

Niemiłosierni żydowie, okrutniejsi niż katowie,
na Piłata zawołali, ukrzyżować Go kazali.

Wisiał na krzyżu zraniony, zbity, skłuty, zakrwawiony,
nie mając odpoczywania - od ujęcia do skonania.

Chryste, Panie miłościwy, czemuś tak bardzo cierpliwy?
Dla zmiłowania naszego - zapomniałeś Bóstwa swego!

O KRWI NAJDROŻSZA

O Krwi najdroższa, o Krwi odkupienia, napoju życia, z nieba da nas dany!
O zdroju łaski, o ceno zbawienia, Ty grzechowe leczysz rany.

Tyś w Jezusowym kielichu zamknięta, abyś nas wszystkich życiem napawała,
abyś da świata Krwi Boska Prześwięta, miłosierdzie wybłagała.

O Krwi najdroższa, przez Serce przeczyste, gdzie Twoje źródło miałaś na tej ziemi,
cześć Tobie niesiem, dzięki wiekuiste, z aniołami, ze świętymi.

PŁACZCIE ANIELI

Płaczcie Anieli, płaczcie Duchy święte, radość wam dzisiaj i wesele wzięte;
płaczcie przy śmierci, płaczcie przy pogrzebie - Króla waszego i Boga na niebie.

Płacz, jasne słońce, płacz, koło miesięczne; - zalejcie, gwiazdy, światła swoje wdzięczne;
płaczcie, promienie z nieba wywieszone, wasze przedniejsze światło zagaszone.

Płaczcie, obłoki, płaczcie, chmury dżdżyste, łzy zamiast rosy wylejcie rzęsiste;
Pan już nie żyje, co rękami swymi, was porozpinał nad okręgiem ziemi.

Płacz, i ty, ziemio, którą człowiekowi - Bóg oddał w darze, jak swemu Synowi;
ten, który niegdyś powstał z mułu twego, dziś ukrzyżował Stworzyciela swego.

Płaczcie, pagórki, góry i doliny, płaczcie, zwierzęta, ptaki i rośliny;
zapłońcie wstydem, zalejcie się łzami, - bo król wasz zabił Króla nad królami.

A na ostatek zapłacz, ty, człowiecze; - to przez twe zbrodnie Krew z Chrystusa ciecze;
dla ciebie umarł Syn Boga Jedyny, - by cię wybawić z grzechów twoich winy.

ROZMYŚLAJMY DZIŚ, WIERNI CHRZEŚCIJANIE

Rozmyślajmy dziś, wierni chrześcijanie
jako Pan Chrystus za nas cierpiał rany;
od pojmania nie miał odpocznienia, aż do skonania.

Naprzód w Ogrójcu wziął pocałowanie,
tam Judasz zdrajca dał był katom znamię:
oto patrzajcie, mego Mistrza macie, Tego imajcie.

Wnet się rzucili jako Iwi zacieki,
Apostołowie od Niego uciekli,
On zaś był śpiesznie wiedzion do Annasza, pociecha nasza.

Przed sąd Piłata gdy był postawiony,
niesprawiedliwie został oskarżony
rozkazał Piłat, by był biczowany ten Pan nad pany.

Koronę z ciernia żołnierze uwili,
naszemu Panu na głowę wtłoczyli,
naśmiewając się przed Nim przyklękali, Królem Go zwali.

Krzyknęła potem tłuszcza zbuntowana:
"Nie chcemy Tego za swego mieć Pana,
niechaj na krzyżu swój żywot położy Ten to Syn Boży".

Krzyż niosąc na śmierć szedł nieustraszenie,
oprawcy niecni zwlekli zeń odzienie,
do krzyża Zbawcę okrutnie przybili, octem poili.

Z wołaniem głośnym po tak srogiej męce
skonał, oddając ducha w Ojca ręce;
zagasło słońce, strach ludzi oniemiał, trzęsła się ziemia.

Zstąpił do piekieł Król wieczystej mocy,
z niewoli ud swój wybawił sierocy;
umarłych ciała z grobów powstawały, widzieć się dały.

Zacny Nikodem wraz z Józefem śmiało
zanieśli prośbę o Jezusa ciało;
dozwala Piłat, pełnią się bez zwłoki Boże wyroki.

W wieczornej porze, nie tracąc ni chwili,
ostrożnie z krzyża Jezusa złożyli;
Matuchna Jego ciało piastowała, rzewnie płakała.

Wnet prześcieradło usławszy na ziemi,
uczcili ciało balsamy drogimi,
w świeżo kowanym grobie położyli, płacz uczynili.

Płaczmy i my też wierni chrześcijanie,
dziękując Panu za najdroższe rany;
iż, by nas zbawić, lejąc Krew obficie, dał za nas życie!

W KRZYŻU CIERPIENIE

W krzyżu cierpienie, w krzyżu zbawienie, w krzyżu miłości nauka.
Kto Ciebie, Boże, raz pojąć może, ten nic nie pragnie, ni szuka.

W krzyżu osłoda, w krzyżu ochłoda da duszy smutkiem zmroczonej.
Kto krzyż odgadnie, ten nie upadnie w boleści sercu zadanej.

Kiedy cierpienie, kiedy zwątpienie serce ci na wskroś przepali,
gdy grom się zbliża, pośpiesz do krzyża, on ciebie wesprze, ocali.

Gdy cię skrzywdzono, albo zraniono, lub serce czyjeś zawiodło;
o, nie rozpaczaj, mód się, przebaczaj krzyż niech ci stanie za godło.

WISI NA KRZYŻU PAN, STWÓRCA NIEBA

Wisi na krzyżu Pan, Stwórca nieba płakać za grzechy, człowiecze, potrzeba.
Ach, ach, na krzyżu umiera, Jezus oczy swe zawiera.

Najświętsze członki i wszystko ciało okrutnie zbite na krzyżu wisiało
Ach, ach, ciebie, człowiecze, z boku Krew Jezusa ciecze.

Ostrą koroną skronie zranione język zapiekły i usta spragnione;
Ach, ach, da mojej swawoli Jezus umiera i boli.

Woła i kona, łzy z oczu leje, pod krzyżem Matka Bolesna truchleje;
Ach, ach, sprośne złości moje sprawiły te niepokoje.

Więc się poprawię, Ty łaski dodaj, życia świętego dobry sposób podaj
Ach, ach, tu kres złości moich przy nogach przybitych Twoich.

Tu z Magdaleną chcę pokutować i za swe grzechy serdecznie żałować.
Ach, ach, zmiłuj się nade mną, uczyń miłosierdzie ze mną.

Rozbrat ci, świecie, dziś wypowiadam, z grzechów się swoich szczerze wyspowiadam
Ach, ach, serdecznie żyłuję, bo Cię, Boże mój, miłuję.

WITAM CIĘ, WITAM, PRZENAJŚWIĘTSZE CIAŁO

Witam Cię, witam, Przenajświętsze Ciało, któreś na krzyżu sromotnie wisiało
Za nasze winy, Synu Jedyny Ojca wiecznego, męki te znosiłeś.

Dajem Ci pokłon, Bogu prawdziwemu W tym Sakramencie dziwnie zakrytemu;
żebrzem litości i twej miłości byś gniew Swój srogi, o Jezu drogi, pohamować raczył.

Zmiłuj się, zmiłuj nad nami grzesznymi. Nie racz pogardzać prośbami naszymi.
Zgrom hardych siły, daj pokój miły, wyniszcz złe rady, wykorzeń zdrady, pośród Ludu Swego.

A kiedy przyjdzie z światem tym rozstanie, ratuj nas, ratuj, Dobrotliwy Panie.
Niech z Ciała Twego Przenajświętszego Posiłek mamy i ogląd Ciebie łaskawego.

strona 1 z 2 <   1 2  >